Język Silbo Gomero

Chociaż różnorodność językowa kojarzy się nam się zwykle z wieloma alfabetami i różnie układanymi literami, to pojęcie ma znaczenie nawet szersze. Niewiele jest bowiem języków tak szczególnych jak Silbo Gomero, zarówno ze względu na jego formę, jak i przeżywaną właśnie drugą młodość. W trakcie różnych podróży dotarłem na Gomerę, górzystą wyspę o specyficznym dialekcie czy języku jak kto woli. Zwiedzając zakamarki nie miałem trudności z nawiązaniem kontaktu z tubylcami. Wszechobecny język hiszpański obecny był wszędzie. Wesoła atmosfera, ciągłe gwizdy i podświsty młodych na początku nie zwróciły mojej uwagi. Nie mniej dopiero w rozmowie z miejscowymi usłyszałem po raz pierwszy o języku Silbo. Jego wyjątkowość opiera się przede wszystkim na fakcie, że to język gwizdany. Posiada tylko cztery spółgłoski i cztery samogłoski, ale prawdziwe bogactwo kryje się w wielu tonach gwizdów. Język taki opiera się na standardowym języku (w tym przypadku jest to lokalny dialekt hiszpańskiego), którego głoski moduluje się odpowiednio w dźwięki gwizdane. Podstawową zaletą tego nietypowego sposobu porozumiewania się są jego praktyczne zastosowania - donośny gwizd słychać na duże odległości, co znacząco zmniejsza konieczność uciążliwych podróży pomiędzy trudno dostępnymi wioskami, położonymi pośród wzgórz i wąwozów. Mieszkańcy La Gomera używający języka gwizdów (nazywani Silbadorami) wytworzyli więc tradycję przekazywania dalej gwizdów, które dotarły do nich, co dodatkowo zwiększa szansę na dotarcie komunikatu do celu położonego wiele kilometrów od nadawcy. W ten sposób wiadomości sprawnie docierały z końca do końca wyspy, niczym specyficzny telegraf. Znaczenie języka Silbo na Gomerze widać już od pierwszych kroków na wyspie, a nawet wcześniej - na statku z Teneryfy słychać komunikaty nie tylko po hiszpańsku, angielsku i niemiecku, ale także w tym języku gwizdów. Muszę przyznać, że widok śniadych mieszkańców wyspy komunikujących się w ten sposób naprawdę robi wrażenie. Gwizd wydają z siebie charakterystycznym ruchem - zgięty palec wkładają w kąt ust, drugą ręką zasłaniając usta z boku, by lepiej niósł się gwizd. Dźwięki, jakie w ten sposób wydają można łatwo pomylić ze śpiewem ptaków - czasem krótkie i szybkie, czasem przeciągłe. Gwiżdżą zarówno starzy, jak i młodzi. Łatwo tu napotkać dzieci gwiżdżące do siebie podczas zabawy, a nawet ludzi gwiżdżących do swoich zwierząt. Mówi się nawet, że ptaki powtarzają niektóre wiadomości w języku Silbo.

Język gwizdów przekazywano na wyspie z ojca na syna od wielu wieków. Guanczowie, pierwsi znani mieszkańcy Wysp Kanaryjskich, żyjący w kulturze neolitycznej, stosowali El Siblo jako pierwsi, prawdopodobnie przez setki lat. Uważa się, że zarówno sami Guanczowie, jak i język gwizdów może mieć powiązania z Berberami, ludem żyjącym w niedalekim Maroku. Silbo w swym obecnym kształcie zawdzięcza też wiele hiszpańskim najeźdźcom z XV wieku, od których przejęła dzisiejszą gramatykę. Sama nazwa języka: "Silbo" pochodzi od hiszpańskiego słowa "silbar" - gwizdać. Ostatni Guanczowie zaadaptowali język gwizdów do języka hiszpańskiego, a tak powstały dzisiejszy El Silbo został przyjęty przez hiszpańskich osadników i w ten sposób przetrwał do naszych czasów. Silbo umożliwia pełną komunikację, za jego pomocą można przekazać nie tylko pojedyncze słowa czy hasła, ale pełne zdania dotyczące każdego tematu. Aby "słowa" nie zostały pomylone (co może się łatwo zdarzyć, gdy o znaczeniu decydują różnice w tonach), zwykle powtarza się wiadomości. Chociaż dla postronnych Silbo nie brzmi jak język, a raczej śpiew ptaków, badania neurologiczne wykazały, że u jego użytkowników słuchających Silbo aktywowały się dokładnie te części mózgu odpowiadające za rozumienie języka. To zaabsorbowało mnie do tego stopnia, że postanowiłem zgłębić jego znajomość. Mój pobyt przedłużył się więc o następne miesiące i zdobycie nowych doświadczeń. Umiarkowany klimat podzwrotnikowy panujący na wyspie oraz ograniczona wilgotność były dodatkowym sprzymierzeńcom. Języka uczy tutaj starszyzna która kultywując swoje tradycje, pragnie przekazać swoją wiedzę miejscowym nie tylko jako atrakcje, lecz również jako dziedzictwo. Silbo to nie tylko zbiór kilku sylab czy wyrazów. To bogate w swoim przekazie zbiór słow, pozwalający na przekaz pełnych zdań nie tylko pojedyńczych dźwięków. Jego twórcami byli pierwsi mieszkańcy wyspy Guanches, a sam język został zaakceptowany już przez europejskich osadników. O uniwersalnośi języka niech świadczy że donośne odgłosy gwizdania są słyszane nawet na odległość 3 km, więc język ten był jakby wcześniejszą formą alfabetu Morsea czy odpowiednikiem afrykańskich tamtamów.

Języki gwizdów występują na całym świecie ( m.in. w południowych Chinach, Papui Nowej Gwinei czy w Puszczy Amazońskiej), przede wszystkim w miejscach trudnych do przebycia, górzystych lub porośniętych gęstymi lasami. Większość z nich dawno wymarła, przede wszystkim w związku ze zmianami ekonomiczno-społecznymi - zanikają pewne zawody, np. pasterskie, młodzi emigrują, zostaje przerwana ciągłość nauczania języka. Wśród nielicznych języków gwizdów, jakie wciąż walczą o przetrwanie znajdują się brazylijski Mura-Piraha, Sayula Popoluca w Meksyku, Yoruba w Nigeriia czy Telefol w Papui Nowej Gwinei.. Także język Silbo na Gomerze bliski jest wymarcia, z racji wprowadzenia telefonów, a także ponieważ jego starsi użytkownicy umierają. Na wyspie bardzo długo nie było dróg, a do niedawna także telefonów. Mieszkańcy La Gomera używający języka gwizdów (nazywani Silbadorami) wytworzyli więc tradycję przekazywania dalej gwizdów, które dotarły do nich, co dodatkowo zwiększa szansę na dotarcie komunikatu do celu położonego wiele kilometrów od nadawcy. W ten sposób wiadomości sprawnie docierały z końca do końca wyspy, niczym specyficzny telegraf. Wystarczy przez chwilę poobserwować Silbadorów, żeby upewnić się, że w ten sposób można przekazać nie tylko pojedyncze słowa czy hasła, ale pełne zdania dotyczące każdego tematu - zakupów, informacji o narodzinach czy pogrzebie, ale też zwykłych plotek. Aby takie "słowa" nie zostały pomylone (co może się łatwo zdarzyć, gdy o znaczeniu decydują lekkie różnice w tonach), często powtarza się wiadomości.

Podstawową zaletą tego nietypowego sposobu porozumiewania się są jego praktyczne zastosowania - donośny gwizd słychać na duże odległości, co znacząco zmniejszało konieczność uciążliwych podróży pomiędzy trudno dostępnymi wioskami, położonymi pośród wzgórz i wąwozów. W zależności od wiatru i wyporności płuc gwiżdżącego, jego wiadomość słychać nawet na 3 kilometry. Na wyspie bardzo długo nie było dróg, a do niedawna także telefonów. Mieszkańcy La Gomera używający języka gwizdów (nazywani Silbadorami) wytworzyli więc tradycję przekazywania dalej gwizdów, które dotarły do nich, co dodatkowo zwiększa szansę na dotarcie komunikatu do celu położonego wiele kilometrów od nadawcy. W ten sposób wiadomości sprawnie docierały z końca do końca wyspy, niczym specyficzny telegraf. Wystarczy przez chwilę poobserwować Silbadorów, żeby upewnić się, że w ten sposób można przekazać nie tylko pojedyncze słowa czy hasła, ale pełne zdania dotyczące każdego tematu - zakupów, informacji o narodzinach czy pogrzebie, ale też zwykłych plotek. Aby takie "słowa" nie zostały pomylone (co może się łatwo zdarzyć, gdy o znaczeniu decydują lekkie różnice w tonach), często powtarza się wiadomości.

Posiada tylko cztery spółgłoski i cztery samogłoski, ale prawdziwe bogactwo kryje się w wielu tonach gwizdów. Język taki opiera się na standardowym języku (w tym przypadku jest to lokalny dialekt hiszpańskiego), którego brzmienie moduluje się odpowiednio w melodyjne gwizdanie. W ten sposób można więc przetworzyć także inne języki. Język gwizdów przekazywano na wyspie z pokolenia na pokolenie od wielu wieków. Guanczowie, pierwsi znani mieszkańcy Wysp Kanaryjskich stosowali język gwizdów od niepamiętnych czasów, prawdopodobnie przez setki lat, zanim u brzegu pojawili się Hiszpanie. To od tych najeźdźców z XV wieku gwizdy przejęły dzisiejszą gramatykę. Sama nazwa języka: "Silbo" pochodzi od hiszpańskiego słowa "silbar" - gwizdać. Ostatni Guanczowie zaadaptowali język gwizdów do języka hiszpańskiego, i tak powstał dzisiejszy El Silbo, przyjęty przez hiszpańskich osadników i używany do dziś. Niestety w związku z emigracją w XX wieku, a także zmianą stylu życia i porzuceniem roli przez wielu mieszkańców Gomery, język Silbo bliski jest wymarcia. Jego wyjątkowość doceniło UNESCO (w 2009 roku język Silbo został włączony do listy Arcydzieł Ustnego i Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości), a na wyspie w 2000 roku wprowadzono go jako obowiązkowy przedmiot w szkołach. El Silbo mimo to nadal pozostaje językiem zagrożonym zniknięciem i dlatego od 2000 roku dzieci w szkołach Gomery obowiązkowo uczą się gwizdać. Coraz więcej turystów przyjeżdża specjalnie na Gomerę, żeby na własne uszy usłyszeć ten magiczny język, cudownie komponujący się z nieskażonym pięknem tej wiecznie zielonej wyspy.
 
Polecam
Cyrograf
.